|
Sana (Ṣan ͑ā ͗ ang.: Sanaa), stolica Jemenu, stała się na najbliższe cztery miesiące
naszym domem. Mieszkamy wraz z innymi stypendystami (z Polski i Węgier) w typowej dla tego miasta kamienicy na Starym Mieście
(Ṣan ͑ā ͗ al-Qadīma), około 200 metrów od turystycznego centrum miasta, tj. słynnej (ale jednak mało
zachwycającej) bramy Bab al-Yaman (Bāb al-Yaman), którą mijamy niemalże każdego dnia.
Sana niewątpliwie nie jest już tym samym nieodkrytym i tajemniczym miastem, jakim była jeszcze 50 lat temu.
Podobnie jak i inne miasta Bliskiego Wschodu, przeżyła w drugiej połowie XX wieku ogromny boom demograficzny, który definitywnie zmienił
charakter tego miasta. Przede wszystkim - co widać kiedy tylko wyjdzie się nieco dalej poza mury Starego Miasta, przybrało ono szatę typowego,
bezbarwnego, wielkiego ośrodka, z zatłoczonymi ulicami, smrodem spalin i unoszącym się nad nim męczącym hasałem nie milknących nigdy
klaksonów. Brak jest dostępnych, precyzyjnych danych demograficznych, ale z całą pewnością można uznać, iz jest to już ponad milionowa
metropolia, jedno z największych miast Półwyspu Arabskiego.
Na szczęście jednak dla nas, dwie rzeczy nie zdążyły jeszcze w Sanie ulec zmianie. Pierwsza z nich to jedyne w swoim rodzaju w skali świata
Stare Miasto, z labiryntem wąskich uliczek, przepiękną architekturą i wyjątkową atmosferą. Jest to ogromny
kompleks starych, wysokich kamienic, z których około 6,5 tysiąca zostało zbudowanych jeszcze przed XI wiekiem. Nie bez przyczyny jeszcze
w latach 80-tych XX wieku została ona wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Co nas ucieszyło - wciąż jest ona stosunkowo rzadko
odwiedzana przez zagranicznych turystów, z wszelkimi tego dobrymi stronami: niskimi cenami, "zdrowym" podejściem miejscowej ludności do
obcokrajowców (dla kontrastu z tym, czego można doświadczyć np. w Egipcie) i nienaruszeniem typowej, orientalnej atmosfery miasta.
Drugą rzeczą która, pomimo głębokich przeobrażeń jakich doświadczyła Sana, nie uległa znaczącej zmianie jest styl życia mieszkańców.
Sanańczycy wciąż pozostają wierni swojej tradycji, zarówno pod względem zachowania, stylu bycia, jak i ubioru. Przejawy westernizacji,
choć czasami widoczne, są rzadkie. Tak często spotykane w innych częściach Trzeciego Świata kiczowate objawy wpływów Zachodu (mam
na myśli np. czapeczki z daszkiem "Abidas", lub podrabiane koszulki z napisem "Nike") tutaj są jeszcze praktycznie nie spotykane. Wśród mężczyzn
dominuje tradycyjna dżalabijja (ǧallābiyya) lub duża chusta, którą owijają sobie w pasie. Podobną chustę, zawiązaną na różne
sposoby, niemal zawsze mają także na głowie. Kobiety w zdecydowanej większości przypadków są od stóp do głów ubrane w czerń,
łącznie z zakrywającym twarz nikabem (niqāb). Trudno oczywiście nie wspomnieć o dumie każdego Jemeńczyka - dżambijji (ǧambiyya),
czyli tradycyjnym, zakrzywionym nożu, przytwierdzonym do pasa ozdobnym pasem z często również bogato zdobioną pochwą.
Niewątpliwie jest to cecha charakterystyczna mieszkańców tego kraju.
|




|